Stanęłam tyłem do lustra, obróciłam głowę i ujrzałam wilka. Wyglądał jakby ociekał krwią. Niv podszedł i starł czerwony płyn i ukazał się majestatycznie wyglądający, dziki i stanowczy.
Nieokiełznany. To właściwe słowo. Patrzył przed siebie z mądrością. Jednak był pokorny, spokojny. Z jego puszystego futra zwisały pióra, bardzo zależało mi na tym elemencie. Nie chciałam robić osobnego tatuażu łapacza snów, a z wilka nie zrezygnowałabym za nic. Moim zamysłem było, że wilk jest kotwicą, a jednocześnie czymś symbolizującym lojalność, jakbym chciała by czuwał nade mną i moimi wyborami, ludźmi, którymi się otaczam. Jest również czymś tajemniczym, nieodkrytym. Właśnie o to chodziło. Mój cudowny towarzysz, wierny, lojalny ale i surowy nauczyciel. Zawsze marzyłam o tatuażu, jednak nie mogłam pogodzić się z faktem robienia go dla samego posiadania ładnej dziary bez głębszego sensu. Musiał to być tatuaż, który każdy będzie interpretował na swój sposób próbując odgadnąć, co może znaczyć dla mnie. Chyba tylko Niv zrozumiał zamysł. Nicole jest zauroczona wyglądem, nie symboliką. W sumie tego się spodziewałam. Jest dla mnie jak siostra, ale aktualnie nie powinna wiedzieć o wszystkim.
- Chodź, zrobimy opatrunek - wyrwał mnie z zamyślenia tatuażysta - tak jak ci mówiłem, smarujesz tą maścią, nie mocz tego na razie, a za tydzień zobaczymy jak sprawa wygląda.
Przytaknęłam i położyłam się na materacu a Niv zakleił opuchniętą ranę i pomógł mi wstać. Nicole pomogła mi założyć luźną koszulkę uważając by nie upuścić ręcznika, którym przez cały czas się zasłaniałam z przodu. Wyszłyśmy z budynku pokrytego sprayem od ziemi aż po sam szczyt, czyli do czwartego piętra. Uwielbiałam patrzeć na ten wielki obraz chaosu, który wprowadzał harmonię w moich myślach. Ostrożnie wsiadłam do samochodu, ból przypominał o tym, by się nie opierać o siedzenie pasażera. Może ból to zbyt mocne słowo, to było bardziej zwykły dyskomfort. Tylko trochę bardziej. Nicole wsiadła i zapięła pasy odpaliła silnik.
- Tak myślałam, wiesz - zaczęłam niepewnie - już nie pracuję w klubie, więc powinnam poszukać pracy...
- Nich zgadnę - uśmiechnęła się nie odrywając wzroku od jezdni - przydała by ci się pomoc najlepszej i najzaradniejszej Nicole!
Obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Coś w tym stylu, ale wiesz, musiałyby to być godziny niekolidujące z moim planem zajęć na uczelni.
- Da się załatwić - odparła z uśmiechem, który nigdy jej nie opuszczał.
Wysiadłyśmy z samochodu, znów zaczynając rozmawiać o jej wypadzie na kawę z Lou, który jak widać był bardziej niż lekko zainteresowany Nicole, lecz wciąż trzymał duży dystans pomiędzy nimi.
- Wiesz, może się sparzył i jest ostrożny, tyle - powiedziałam przekręcając klucz w drzwiach.
Mój tata od razu poderwał się by mnie zobaczyć. Był ciekawy, finalnego wyglądu.
- Musisz poczekać aż się zagoi, teraz mam opatrunek - powiedziałam, a on zatrzymał się w połowie drogi między kuchnią a salonem bezgłośnie powiedział coś rodzaju "spodziewałem się tego" i zniknął w kuchni.
Weszłyśmy na górę i położyłam się na brzuchu na łóżku, a Nicole siadła na po turecku na wielkiej poduszce. Wiedziałam co chce usłyszeć.
- Serio uważasz, że mogłabym? - Spytała z lekkim dystansem. Posłałam jej pytające spojrzenie - chodzi mi o to, że... Bo... Wiesz.
- Nie wiem, co odpowiedzieć, bo... Wiesz... Nie wiem... Ale ty chociaż wiesz... - Powiedziałam przedrzeźniając ją, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem - Nicole Felsh - zaczęłam poważnym tonem - od kiedy masz opory by powiedzieć mi cokolwiek?
- Dobra, powiem prosto z mostu. - Wzięła głęboki oddech - rozmawiałam z Lou, a on coś wspominał o jakimś koledze, któremu się podobasz, nie pamiętam jak się nazywał...
- No i co w związku z tym? Wiesz, że nie jestem aktualnie zbytnio zainteresowana żadnymi romansami i takimi tam.
Udałam, że ziewam i przewróciłam oczami, zastanawiając się, czy to było wystarczające zobrazowanie sytuacji.
- Nawet nie próbuj się bawić w swatkę - ostrzegłam zerkając na ekran telefonu, pięć nieodebranych połączeń, pięknie.
Wszystkie ze stacjonarnego w klubie. Czyżby Zayn jednak mnie potrzebował, oby nie, nie jestem zdolna do pracy na barze, nie z tym niezagojonym tatuażem.
- Harry Styles, kojarzysz, prawda? - Spytała wyczytując to najprawdopodobniej z wiadomości od Louis'a.
Czy kojarzę. Owszem, wiadomo, piekielnie przystojny, zawsze dobrze wygląda. Pomijając, że jest psycholem, który za mną chodzi. Wiadomo, że to byłoby zbyt piękne, by było prawdziwe, skaza na diamencie.
- Tak, można powiedzieć, że go znam. - To było tak beznamiętne, jak tylko potrafiłam.
- Dostałaś smsa... - chciałam jej wyrwać ten telefon, ale ból pleców zniweczył moje starania u samego źródła, zaczęła czytać na głos.
od: 965564...- Skąd ma mój numer? - Pytanie retoryczne oczywiście. - Tłumacz się.
Hej, tu Harry. Przepraszam za wszystko, nie chciałem zrobić złego wrażenia. Nawet nie wiem, jak Ci to wszystko wyjaśnić. Nie będę się rozpisywał, ale chętnie wszystko opowiem z mojej perspektywy... Co powiesz na spotkanie we wtorek o 19? Przyjadę po Ciebie. xx
- Oj nie panikuj, to nie ja, tylko Lou.
- Ciekawe skąd Louis ma mój numer telefonu, bo jakoś nie przypominam sobie, żebym mu go podawała!
- Zrobię herbaty, melisa czy coś powinny ci ulżyć.
Wyszła z pokoju, a ja odzyskałam mój telefon. Czy tylko ja zauważam to, że pod jego zewnętrzną warstwą przypominającą anioła kryje się bestia?
do: 965564...
Dlaczego proponujesz mi spotkanie i z góry zakładasz, że jestem chętna? Otóż nie, oszczędź sobie starań. Marnujesz tylko czas, a nawet nie wiesz, jak mam na imię.
od: 965564...- Co za typ! - Wrzasnęłam i rzuciłam telefonem.
Wiem, Loyreyn. Piękne imię. Jesteś niesamowicie uparta... I tak przyjadę, będę na Ciebie czekał.
- Czy ty nie przesadzasz? Koleś serio się stara, w czym masz problem? Bo co, przestraszył cię? Wiesz dobrze, że tego nie chciał. Przyjechał i chciał cię przeprosić, a ty znowu zrobiłaś awanturę...
Postawiła kubki na stoliku i usiadła po turecku na dywaniku przy łóżku. Była serio zirytowana, ale czym? W tej chwili byłam serio zmieszana. Serio nie rozumiem, czemu tak bardzo jej zależy na tym, żebym się umówiła z tym chłopakiem. Szczerze, zabrakło mi słów, żeby opisać zszokowanie, które ujrzałabym, gdybym tylko spojrzała w lustro i zobaczyła swoją minę. Wiecznie uśmiechnięta Nicole była zła, chociaż może to zbyt mocne słowo. Pomijając fakt, że ja jej jeszcze nie powiedziałam nic, co było związane z nim oraz w jaki sposób zawinił sobie, że próbuję go odtrącić.
- Najpierw w nocy, pijany przyciska mnie do muru, a potem nachodzi w domu, gdzie łapie mnie w tali gdy się przebieram! To jest takie normalne zachowanie?
- Lepiej się zastanów. Od kiedy jesteś taka przewrażliwiona. Zawsze opowiadałaś, jak to dobrze, gdy mężczyzna jest odważny, a gdy taki się zjawia, ty serio uciekasz. Co się z tobą dzieje? Czy do ciebie nie trafia to, że on NIE JEST ZŁY. Zrozum. Chyba za dużo kryminałów się naoglądałaś, bo przewrażliwiona jesteś strasznie. - Odetchnęła, jakby mówiła na jednym tchu.
- Nie wiem, co masz na myśli...
- To, że on się tylko zakochał, nie ma w planach żadnej zbrodni, a jego dotychczasowym największym wykroczeniem był mandat za sikanie po pijanemu w miejscu publicznym!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz