sobota, 29 marca 2014

Rozdział 1.

   - Nicole? - Zapytałam zaspanym głosem odbierając telefon.
   - Słuchaj! Musimy się spotkać, dasz radę wpaść do mnie do pracy?
   - Yyyy, no tak, coś się stało?
   - Opowiem Ci jak przyjdziesz! - Podekscytowana krzyknęła w słuchawkę i rozłączyła się.
   Zaspana zwlekłam się z łóżka, nie miałam siły na nic. Wróciłam po domu była prawie 7 rano. Ta praca mnie wykończy. Wyszykowałam się i chwyciłam kluczyki od mojego samochodu. Zeszłam na dół do kuchni po coś do jedzenia. Szybko chwyciłam jabłko i wybiegłam z domu bez słowa. Droga była krótka i nawet przyjemna, wysiadłam z samochodu czując coraz większe podekscytowanie i gryząc owoc otworzyłam drzwi kawiarni, w której pracuje Nicole. Uśmiechała się cały czas, niech mi wreszcie powie co się dzieje.
   - Co się dzieje? - Zapytałam z uśmiechem na twarzy biorąc kolejny gryz jabłka.
   - Zrobiłam ci twoją ulubioną kawę, na koszt firmy - ukazała rząd swoich białych perełek i puściła mi oko. - A teraz słuchaj! Dzisiaj rano szłam do pracy i szukałam telefonu w torebce i wpadłam na Louis'a i upuściłam torebkę na ziemię. Podniósł ją i się tak słodko uśmiechnął... Potem poprosił mnie o mój numer, ponieważ "musi mi to zrekompensować".
   Widziałam jak promienieje. Od dnia, kiedy go zobaczyła słucham o tym, jaki to on jest fajny i nieziemski. No ale dobrze, że chociaż się z nią umówi, niech będzie szczęśliwa. Czekała na moją reakcję, ale ja ugryzłam owoc jeszcze raz i popatrzyłam się na nią, jakbym chciała ją udusić.
   - O co chodzi? - Spytała się uśmiechając od ucha do ucha lekceważąc mój morderczy wzrok.
   - Wiesz Nicki, ja się bardzo cieszę, że tak ci się ułożyło, ale nie mogłaś mi powiedzieć tego przez telefon, albo poczekać, aż się wyśpię? - Powiedziałam jej z wyrzutem, ale mimo mojej lekkiej złości z tego powodu, cieszyłam się razem z nią.
   Chwilę pogadałyśmy jeszcze o pierdołach i pracy, a potem musiałam iść do klubu, żeby dowiedzieć się, co z moją pracą. Nie dam rady wciąż być sama na barze, albo pracować z Zayn'em. Jestem mu wdzięczna, że mnie zatrudnił, bo szczerze mówiąc byłam w kropce od kiedy się dowiedziałam o chorobie ojca, musiał zrezygnować z pracy, a jego renta nie wystarcza na opłacenie rachunków i studiów, a nikt nie chciał mnie zatrudnić. Chociaż z drugiej strony nie chcę go wystawić, bo to jednak mój... kolega? Tak mogę nazwać tego człowieka? Niby się znaliśmy wcześniej, traktuję go jak kumpla, ale mimo wszystko jest teraz moim szefem i nie pozwala mi ani na chwilę o tym zapomnieć.
   - Loyreyn? Ty chcesz tak pracować? - Powiedział patrząc na mnie od góry do dołu, włosy spięte w niechlujnego koka, dres i brak makijażu, czyżby prezes Malik bał się, że odstraszę mu klientów?
   - Właśnie jestem tu w tej sprawie, bo wiesz Zayn, że jestem ci wdzięczna, że mnie zatrudniłeś i ogólnie lubię tę pracę, ale nie wyrabiam tutaj... Nocna praca mnie przytłacza, muszę chyba zrezygnować.
   Przeczesał palcami włosy i westchnął.
   - Muszę zapalić, idziesz? - Przytaknęłam głową, chociaż sama palę tylko okazjonalnie, na imprezie, albo coś w tym stylu.
   - Musimy ustalić coś. - Zaczął podpalając papierosa najpierw mi, potem sobie.
   - O co chodzi? - Spojrzałam na niego, chyba wybrałam nieodpowiedni moment na rezygnację.
   - Nie możesz odejść teraz, mamy za dużo pracy... - Zamyślił się, a może zawahał? - Na pewno musisz zostać dopóki Amber nie wyzdrowieje, a potem byłoby dobrze, gdybyś wyszkoliła nową barmankę. Wiesz. Nie możesz odejść od razu, to nie taki proste w 3 godziny załatwić kogoś, kto będzie się znał na tym tak dobrze, żeby poradzić sobie samemu.
   - Rozumiem, ale na jak długo?
   - Powiedzmy na dwa tygodnie. - Przytaknęłam obmyślając już plan, jak dostać nową pracę. Ojciec nie może się dowiedzieć, że odchodzę, bo będzie się denerwował bardziej niż faktem, że pracuję w klubie nocnym.
   - Czyli znajdziesz kogoś, kogo mam przeszkolić, a ja w tym czasie poza przeszkoleniem tej osoby jeszcze mam pracować od czwartku do niedzieli? - Pokiwał głową, genialnie.
   Dogadaliśmy się co do tego, jadę do domu przygotować się na całonocną zmianę i zapieprzać całą noc, jak ja tego nie lubię. Muszę jeszcze obmyślić plan zdobycia nowej pracy, w sumie mam dwa tygodnie, żeby zdobyć zatrudnienie niekolidujące z moimi wykładami. Może tak jak Nicole, zatrudnię się w jakiejś kawiarence i będę miała czas na naukę w czasie pracy? To byłoby najlepsze rozwiązanie.
   Wyszykowałam się w ruszyłam w stronę klubu. Zaparkowałam na miejscu dla personelu i pobiegłam, choć na szpilkach nie było to takie łatwe, do biura Zayn'a i "zameldowałam" się. Ruszyłam w stronę baru i na zapleczu ułożyłam swoje rzeczy i sprawdziłam telefon, odpisałam na sms'a od koleżanki, która zaprasza na imprezę. Ja jak zwykle nie mam możliwości na imprezowanie, bo praca, a po pracy ciągle chodzę zmęczona, mam tego dość, i myślę, że Zayn to rozumie. Sprawdziłam godzinę, za 5 min otworzą bramki, a kolejka przed klubem jest naprawdę duża. Nie wiem, jak Malik rozkręcił ten klub. Wszyscy chcą się tu bawić, a nie jest to najlepszy klub, z jakim miałam możliwość się spotkać. Drogie alkohole, wystrój przeciętny, a jedyne, co trzyma mnie tu przed zwariowaniem jest dobra muzyka. Oj tak, DJ serio dobrze się sprawdza, może dlatego Nicole jest w nim tak zabujana? Kto wie.
   Imprezowicze bawią się w najlepsze, a ja muszę stać na barze z właścicielem klubu. W ogóle to jest chore, od kiedy właściciel tak prestiżowego miejsca, brudzi sobie rączki podając drinki serio pijanym nieświadomym ludziom? Dostrzegłam Nicole zmierzającą w moją stronę. Cały wieczór się uśmiechałam, w końcu taką mam pracę, ale na widok przyjaciółki ten uśmiech stał się naprawdę szczery. Usiadła przy barze, a ja podeszłam do niej.
   - Co podać? - Zapytałam pękając ze śmiechu, ta dziewczyna jest tak pozytywna.
   - No nie wiem, a co polecasz kelnereczko? - Cała rozpromieniona posłała uśmiech również Zayn'owi.
   - Kelnereczka poleca seks on the beach ale nie wiem, czy jesteś na to gotowa - ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.
   - Biorę! - Zayn szybko przyrządził słodki drink i podał jej.
   - Na koszt firmy! - Powiedział puszczając jej oko. Od zawsze miał słabość do uśmiechniętych dziewczyn.
   - Wybierasz się do DJ'ki? Dam ci klucze, bo Lou się pewnie zamknął. - Zapytałam szukając ręką kluczyka w szufladzie pod ladą.
   - Nie wiem, krępuję się. - Powiedziała naprawdę zawstydzona.
   - Nie masz czego się bać, on na pewno się ucieszy jak cię tam zastanie - próbowałam dodać jej odwagi.
   Po trzecim drinku Nicole była gotowa na spotkanie z Louis'em więc dałam jej kluczyki i obserwowałam, jak znika w tłumie. Wróciłam do rutyny, nic specjalnego nie działo się aż do zamknięcia. Wyczerpana zabrałam swoje rzeczy i wyciągnęłam telefon z dna torebki i wychodząc przed klub czytałam wiadomość od Nicki, że Louis ją odwozi do domu. Dobrze, że nie musi wracać sama, albo taksówką. Była już nieźle pijana, mam nadzieję, że nie doprawiła się bardziej. Wsunęłam telefon do kieszeni cienkiej skórzanej kurtki, którą miałam na sobie pomimo tego, że był już kwiecień i było wyjątkowo ciepło. Nagle się zatrzymałam gdy ujrzałam, że ktoś się opiera o mój samochód. Serce mi stanęło. Szybko się odwróciłam i szłam z powrotem do klubu, żeby któryś z ochroniarzy, albo nawet Zayn odwieźli mnie do domu. Jednak tajemnicza postać ruszyła za mną, a ja nawet nie potrafiłam powiedzieć, kto to może być. Raczej mężczyzna, bo wysoki, ale miał kaptur na głowie, a było jeszcze ciemno. Już miałam skręcić na róg i zacząć szybciej biec, ale zostałam przyciśnięta do muru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz